1/02/2015

Poezja smaku drażni kubki.Kakaowy wiersz zakończony słoną kropką kryształu soli



Hej :)

Oczywiście miało być regularnie i powinnam zacząć od życzeń świąteczno-noworocznych. Niech tak będzie. Życzę wszystkim, żeby rok 2015 był lepszy niż jego poprzednik. Żeby każdy miał więcej szczęścia, bo to jest chyba najważniejsze, nie licząc zdrowia oczywiście. 

No nadszedł czas zmian. Zawsze gdy zbliża się Nowy Rok wszyscy robimy postanowienia. Przyznam się, że ja też. Ciekawi mnie tylko po co skoro większości nigdy nie dotrzymuje. Może żeby lepiej się poczuć. Nie zawsze wszystko jest takie jakie byśmy chcieli.

Można powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Bo praktycznie mam to co chce, a niektórych na to po prostu nie stać. Laptop, iPad, smartphone, cała kolekcję płyt CD, szafa zawalona ubraniami, kosmetyki powiedzmy, że z lepszej półki i dodając do tego perfumy zaczynając od Calvina Kleina a kończąc na Diorze. Można powiedzieć, że to daje szczęście i ten kto to posiada jest szczęściarzem. Można. Tylko nie każdy uznaje to za pełnię szczęścia. Pieniądze są ważne ale nie ważniejsze od przyjaźni.

Uświadomiłam sobie to już dawno. Tylko, że ciężko jest znaleźć kogoś, kto będzie przy tobie bez względu na wszystko i nie odwróci się od Ciebie gdy wszyscy pójdą w inną stronę. Zawsze piszę gdy dzieje się coś złego w moim życiu. A jak się pierdoli to wszystko po kolei. Gdy wracam do punktu wyjścia, a dzieje się to częściej niż myślicie dziękuje komuś tam na górze, że zostają ze mną zawsze te same osoby. I że mogę wrócić do swojego pokoju w każdym momencie i poczuć, że tu jest dobrze. Że tu nic mi nie grozi i że ułożę sobie wszystko, zostawię gdzieś połowę i połowę zabiorę ze sobą. Wyjadę a potem znowu wrócę. 

Nie wiem czemu, ale to całe dorosłe życie zaczyna mnie powoli męczyć. A co najgorsze to dopiero początek. Zaczyna mnie nudzić to wszystko co wirtualne. Wszystkie portale społecznościowe, instagramy itp. Zaczynam doceniać książki. Nie wiem co się dzieje, ale czuje, że to ewidentnie czas zmian. Takich, które planowałam i takich których nie planowałam. Zobaczymy jak wyjdzie.

I teraz mam nadzieję, że częściej będą się pojawiały notki, bo powiedzmy, że jedną ze zmian było zdobycie spokoju i dodatkowego czasu, którego ciągle mi brakowało. 

K.

10/25/2014

Brak czasu.

Hej.

Tak mało czasu na cokolwiek. a może raczej tak mało siły.
Planów miałam wiele, nie powiem. Studia, szkoła weekendowa, czasem dorywcza praca, wolontariat do tego czasem jakaś pływanie. Nie wspominając już o napisaniu tu czasem czegokolwiek.
Wiecie co zostało?
Studia, brak czasu, brak siły, totalne wycieńczenie.
Jakby tak mieć dobę dłuższą chociaż o 3h. Dzisiaj dostaniemy godzinę gratis. Szkoda, że tylko dzisiaj.

Już wpadłam całkowicie w wir  trybu studenckiego, ale w czwartek na chwilę chociaż udało się oderwać.
Czwartki mam wolne od zajęć, około 12 wyszłam z mieszkania, musiałam załatwić jedną sprawę, ale później nie wrócilam od razu do siebie. 
Słuchawki w uszach i przed siebie, nieważne że było zimno. Jeden taki dzień wystarczył żeby nabrać chociaż trochę energii. No i ulubiona jesień już przyszła, bardzo zdecydowanie. Aż musiałam rękawiczki i chsutę kupić.


Czas na herbatę, zdecyowanie.
W głośniku Paula i Karol. :)




9/20/2014

Well I wish you, wish you well...all the best.

Hej! :)

Właśnie słucham nowej płyty Angusa i Julii i to mnie chyba natchnęło do napisania notki :)
Dzisiaj trochę powspominam. Pewnie napiszę, że co wkurza, raduje i tak dalej. 

Zacznijmy od tego, że blog zamarł jakiś rok temu wraz z moim wyjazdem na studia i Honki też. Przez ten czas u mnie nawet dużo się pozmieniało. Przestałam jeszcze bardziej ufać ludziom i wyprowadzając się z ciepłego, przytulnego domu stanęłam oko w oko z rzeczywistością. Sama w nowym mieście, nie mając jeszcze żadnych znajomych. Porzuciłam Warszawę dla położonego w krainie wielkich jezior Olsztyna. Jednak patrząc na to z perspektywy czasu wydaje mi się, że to była jedyna dobra i logiczna decyzja. Wiecie, że miałam takie małe i średnie problemy, bo czasem a nawet często dzieliłam się tym na blogu, Wtedy to była chyba dla mnie taka terapia. Mogłam zacząć wszystko na nowo bez obgadywania za plecami, patrzenia się na jak ufoludka. Wiem, jestem dość specyficzną osobą, ale biorąc pod uwagę to, że obecnie posiadam znajomych na których mogę liczyć utwierdza mnie w fakcie, że pozostała reszta nic nie była i nie jest warta. 

Wracając, do zaufania. Ograniczyłam je jeszcze bardziej niż przedtem. Nie myślałam, że można spotkać ludzi aż tak zazdrosnych i zapatrzonych w siebie. Albo sieroty nie mające własnego zdania. Pojawiły się w moim życiu osoby przy, których warto by było zatrzymać się na moment. Nie mówię tu o Honoracie, bo choć poznałyśmy się już ponad 3 lata to znamy się jak łyse konie. Choć czasem jest lepiej, czasem gorzej, ale zawsze wracamy do siebie. Obojętnie co by się nie działo. Tak samo jest w przypadku tych innych znajomych, przyjaciół. Nie wiem, czy na razie można nazwać to przyjaźnią. To uczucie jest bardzo wymagające i potrzebujące czasu. Na pewno wiem, że znajomość trwająca krótko, ale bardzo intensywnie też daje dużo radości, wsparcia, ale czasem też bólu. Powroty są za to bardzo ciekawe i na pewno dużo wyjaśniają. Można dużo się dowiedzieć o drugim człowieku.

Obecnie jestem już na drugim roku geodezji. Było ciężko. Ale czego się nie robi dla spełnienia marzeń. Poza tym, że ciągi policzone, tereny pomierzone i praktyki zaliczone to trochę rozwinęłam się w swoim drugim zawodzie marzeń. Fotografią zajmuję się, bo to kocham. Czasami ludzie pytają się mnie jak to robię, że one tak wychodzą. Nie wiem. Ja po prostu robię zdjęcia. I nadal będę to robić. Czy to się komuś podoba czy nie. 

Zdecydowałyśmy jakoś niedawno aby wznowić działalność bloga.Chyba zaczęło się to od tego kiedy Honorata przeglądała stare wpisy i stwierdziła, że to smutne kiedy w styczniu brakuje pierwszego posta z 2014 roku. Jednak będzie on się trochę różnił od wcześniejszych postów bo czas trochę zmienia ludzi i ich poglądy na świat. Mam nadzieję, że będę umiała pogodzić studia ze zdjęciami i pisaniem bloga. Najwyżej będę to robić na wykładach, albo w nocy. 

Pisałam wcześniej, że dużo się u mnie zmieniło. To prawda, bardzo dużo. Stałam się bardziej samodzielna. Teraz już nie mogę iść do taty jak coś mi nie wychodzi. Koniec języka za przewodnika - i to nie tylko wtedy kiedy zwiedzasz jakieś państwo lub miasto. Kiedyś dużo się u mnie działo. Nie zdziwcie się bo teraz dzieje się jeszcze więcej. Czasem nie wiem w co mam włożyć ręce. Dzieję się pewnie też dlatego, że dużo rzeczy wymyślam sobie sama. Jak na przykład remont pokoju. Ledwo zdałam sesje, zdążyłam wrócić i od razu przemalowałam pokój. Potem wzięłam się za zmianę mebli a właściwie biurka. W międzyczasie kilka sesji zdjęciowych dla zabicia czasu i nie odmówienie sobie przyjemności. No i spontaniczne wypady do Olsztyna. Bo czasem nie można się czegoś doczekać. Stawiam całkowicie na minimalizm i ku mojemu zdziwieniu w końcu zrobiłam porządek w szafie. Powywalałam albo oddałam niepotrzebne rzeczy, które albo mi się znudziły albo przypomniały mi o przykrych sytuacjach z przeszłości. Staram się ograniczać we wszystkim co robię. Chyba dorastam do pewnych rzeczy albo się starzeje. 

Jeszcze jestem u siebie, ale już za kilka dni wracam do swojego drugiego domu. Historia lubi się powtarzać. Trzeci semestr czeka. A ja już nie mogę się doczekać. Może to dziwne, bo do szkoły chodziłam niechętnie. Jednak teraz jest zupełnie inaczej. Teraz wszystko jest zupełnie inaczej.

K. 

9/17/2014

O przyjaźniach i nie tylko.

Hej!

Minął prawie rok od ostatniego wpisu z jakąkolwiek dłuższą treścią. Czy coś się u mnie zmieniło od tego czasu? Z jednej strony dużo, z drugiej w zasadzie niewiele. Kilka osób ubyło, ale to wcześniej, choć mniej więcej w tym okresie. Kilka też przybyło, choć nie potrafię określić na jakich, hm..miejscach? stanowiskach? żeby nie powiedzieć "pozycjach", obecnie się znajdują.

Pierwszy rok chemii zaliczony. Jest ciekawie, być może będę czasem pisała o uczelni, zajęciach, może całkiem przypadkiem zajrzy tu ktoś kogo interesuje, co może go spotkać na chemicznych studiach. A łatwo nie jest :)
Mimo to polecam.

Nawet nie wiem jakimi słowami mogę ten rok podsumować. We mnie samej myślę, że nie zmieniło się zbyt wiele. Może podejście do kilku spraw, kwestia ufania ludziom, znajomym i całkiem obcym. Ustanowienie jakiejkolwiek hierarchii wśród ludzi, nie każdy z kim pije się wódkę jest przyjacielem, ot co. Patrząc z perspektywy czasu to chyba prócz imprez nie wiele mnie z tymi ludźmi łączyło.
Generalnie temat przyjaźni jest dosyć ciężki. W różnym wieku jest inaczej rozpatrywany. Te kilkanaście lat temu przyjacielem był każdy kto tylko chciał się podzielić swoim wiaderkiem czy łopatką. Później w podstawówce przyjaciółmi były dzieciaki z którymi wracało się ze szkoły, siedziało w ławce czy biegało po podwórku. W gimnazjum z kolei, nie ukrywajmy, ale każdy miał jakieś chore pragnienie popularności, jedni to okazywali robiąc z siebie "dusze towarzystwa", inni niby byli outsiderami, ale podświadomie był to sposób na zwrócenie na siebie uwagi, co z resztą kończyło się marnie. A szkoła średnia to już inna bajka, ponoć tutaj zawiązują się już te bardziej świdome relacje, z wyboru. Sezon imprez, osiemnastek, tworzą się grupki, następnie spotykamy się też poza imprezami i wszystko się klei i gra, jest super, jest ekipa jest mega fun. Wszyscy tacy "szaleni" i tak bardzo "yolo". Słyszę jak lecą na mnie gromy, że nie, że to przecież takie spontaniczne. Kupa, a nie spontaniczne, jeżeli większość tych supermegaleojoł przyjaźni i paczek rozpada się po ukończeniu szkoły.
Chyba, że postanawiasz zamieszkać ze swoim przyjacielem z liceum w jednym mieszkaniu, albo- o zgrozo, pokoju w czasie studiów. Wówczas wasza znajomość trwa rok dłużej, tylko mam wrażenie że do przyjaźni to już jej daleko. Nie powiem, znam ludzi, którzy trzymali się razem w szkole średniej i też dobrze im się mieszkało, ale częściej bywa tak, że znajomości po tym roku się rozpadają. Takie to przykre. : ) Widzicie się na ulicy, czy to pod blokiem, w którym znajduje się wasze wspólne mieszkanie, czy w rodzinnej miejscowości - mijacie się bez słowa, zupełnie jak nieznajomi, ciekawe, prawda?
Pomijam temat przyjaźni damsko-męskiej, bo w sumie nie wiele mogę o tym powiedzieć, jak można mówić o czymś o czym nie ma się pojęcia?
A, zapomniałabym, przecież przyjaźnie to nie tylko szkoła. Wyjazdy, wakacje. Podobnie jak w liceum, tworzy się ekipa jest yolo i fun. Masa obietnic "spotkamy się za rok" - kontakt urywa się po miesiącu, jeżeli oczywiście dobrze pójdzie, ale żeby nie generalizować są wjątki, prawda Katarzyno?
Jeżeli ktoś się nie orientuje to z Kasią poznałyśmy sie na obozie w 2011 roku, kontkat trwa do dziś, w miarę możlwiości spotykamy się co jakiś czas, wiemy co się dzieje i bardzo rzadko zdarza się, że nie mamy dla siebie czasu. : )

Ot, miało być krótko i o niczym jak zawsze, a wyszła jakaś moja dziwna refleksja o 1 w nocy.
Taki tam lajtowy, spontaniczny, tragiczny stylistycznie wywodzik. Nie wiem czy komuś się to przyda, czy ktoś dobrnie do końca - nieważne. Miałam jakąś dziwną potrzebę pisania i to z jakimś mniejszym, lub większym sensem.
I uprzedzam! to będzie się powtarzać. :)

Trzymać się.

H.

9/10/2014

Szanowni Państwo!


Szanowni Państwo, 

zebraliśmy się tutaj aby uczcić "zmartwychwstanie" naszego bloga. Bardzo miło jest nam oświadczyć, że powracamy do blogowania po rocznym niezapowiedzianym urlopie.

Dziękujemy czytelnikom, że pomimo zaprzestania publikowania postów ku naszemu zdziwieniu i zarazem ku naszej radości nadal przybywały odsłony. 

Na pewno pojawią się jakieś nowości. Nie mamy pojęcia co jaki czas będą pojawiały się posty, bo to zależy jak uczelnia i zajęcia na to pozwolą. Chcemy zmienić trochę konwencję. Pojawiało się tutaj przysłowiowe mydło i powidło a teraz chcemy się trochę ukierunkować. Czas pokaże jak to wyjdzie. Na razie zapraszamy do obserwowania. W najbliższym czasie już coś nowego.

Pozdrawiamy, 
założycielki Fuck Off&Die

9/24/2013

Time for moving out.





Hej!

Dzisiaj już chyba drugi dzień jesieni i w końcu przyszedł czas na przeprowadzkę. Szczerze to jestem ciężko przestraszona i zobaczymy jak to będzie. O ile wstanę o tej co planuje to wyjadę z samego rana, żeby dotrzeć do miejsca przeznaczenia jakoś w południe. Potem trzeba się zameldować, ogarnąć wszystko co i jak i powinno być dobrze. Znaczy musi być! Innego wyjścia nie widzę :)

Jest parę minut po 20 a jak w końcu skończyłam się pakować. Oczywiście pozapominałam tysiące rzeczy więc latałam dzisiaj jak z motorkiem w czterech literach. Na szczęście wszystko już opanowane i mam nadzieję, że będę miała stały dostęp do internetu. Wszystko trzeba będzie opisać, objaśnić itp itd. 

Tak na prawdę to chyba chcę udawać, że jest fajnie. Pisałam niedawno z Honoratą o tym. Doszłyśmy do wniosku, że jeszcze nie jesteśmy gotowe na studia, chociaż cykl edukacji tak twierdzi. Boję się, cholernie się boję. A właściwie tak, że nie mam ochoty nigdzie jechać. Chciałabym jeszcze posiedzieć w domu. Całe dnie gapić się na zmianę na komputer i telewizor. Pić codziennie kakao i wylegiwać się w dresach. Wstawać po 10 i mieć nadzieję, że może coś się wydarzy, ale nie koniecznie. Spodobało mi się życie w błogostanie. Właśnie to dowodzi, że mogłabym pracować w tzw. wolnym zawodzie. Szkoda, że na blogu nie zarabiam :(







W sumie nie wyjeżdżam na koniec świata, ale pakując wszystkie swoje zgromadzone rzeczy przez praktycznie 19 lat czuję się dziwnie a nawet bardzo bardzo dziwnie. W sumie pierwszy raz wyprowadzam się z domu na dłużej niż 2 tygodnie (jak zwykle miałam w zwyczaju). Teraz czeka mnie 9 miesięcy w obcym mieście, mieszkaniu i obcymi osobami. 

Może wyjdzie mi to na dobre, ale jak na razie mój niepokój przewyższa wszystkie inne myśli. Zmieniając temat dzisiaj śniło mi się coś pięknego *.* W sumie dobrze, że pamiętam sen, bo w moim przypadku zdarza się to bardzo rzadko. Wyśniłam sobie wejście na Rysy i wszystkie malownicze widoki! Chciałabym, żeby było tak zawsze. Bożee jak mi brakuje gór! A tak naprawdę byłam tam całkiem niedawno, bo niecałe 4 miesiące temu. Mam nadzieję, że wyrwę się tam może jakoś w ferie zimowe, albo na święta. Oby moi rodzice wyskrobali kasę i obyśmy się tam zjawili :)

Cass. 


FACEBOOK        INSTAGRAM          TUMBLR        ASK.FM

wielkie nieba krzyczą skacz!

Hej.

no to już dziś. w drogę :D ciekawe co dzisiaj mi się przyśni, podobno sny pierwszej nocy w nowym miejscu się spełniają. huehue.
uskuteczniam ostatnie pakowanie.



piję herbatę, ściągam muzykę, miałam tyle czasu, ale oczywiście na ostatnią chwilę. zazwyczaj słucham muzyki z youtube'a, no ale w poznaniu przez jakieś 2 tyg będę miała tylko internet z limitem. 10gb to nie dużo. a youtube, nie mówiąc o filmach, "zżera" bardzo duuużo transferu.
w tej chwili towarzyszy mi Mela. jakoś powoli się do niej powoli przekonuję, choć przyznam, że dość ciężko mi to przychodzi. okej, Melę jeszcze zdzierżę, ale za Marcelinę dziękuję. chyba, że Marcelina + happysad, to już zupełnie inny materiał. ; ) dlaczego w niemal każdym poście tworzę jakąś muzyczną dygresję? -.-
tak to jest, kiedy pisze się posty na spontanie. ; D Kaśka nie ma  pojęcia o czym mówię.
u niej wszystko zaplanowane. ;x

***
trochę się  boję. ale ja z reguły boję się wszystkiego co nowe i zawsze się stresuję. mam coraz większe wątpliwości co do kierunku, który wybrałam, ale już pozamiatane. przeglądając ludzi z roku na fejsie, na mojej twarzy pojawia się typowe wtf i 'co ja tutaj robię'. dobra, whatever, okaże się za jakiś czas. bardzo niedługi czas. 

dobra, nie ma co się dłużej produkować ;d
następny post będzie z poznania, który jest znowu cały rozkopany. remont mostu teatralnego, czy jak kto woli - teatralki. zawsze spokooo.

trzymać się!


9/22/2013

Przepis na wszystko.

Hej!

Dzisiaj będzie może trochę monotematycznie, ale ze względu na to, że już za kilka dni wyjeżdżam na studia muszę zacząć pakowanie razem z wielkimi zakupami. Połowa a właściwie 3/4 rzeczy potrzebnych już mam. Pozostało mi tylko wybrać się jutro na zakupy. Szkoda tylko, że przez to wszystko moja karta cierpi i zostają mi same grosze na koncie. Na szczęście czasem warto być córeczką tatusia i ładnie się uśmiechnąć a jutro pieniądze będą na koncie ;)

Nie no nie zawsze tak jest, ale fakt że wyjeżdżam trochę przeraża moich rodziców i nie wymigują się z powiedzmy "obowiązku" jakim jest moje utrzymanie. 

Planuję kupić parę rzeczy, które pojawią się na pewno w niedalekiej przyszłości w poście na blogu. Jak na razie mam jeszcze partię zdjęć z poprzednich zakupów, ale przez ten chaos panujący obecnie w moim życiu nawet nie mam chwili by usiąść i spokojnie obrobić zdjęcia. 

No zakupy zakupami, ale zakochałam się w nowej kolekcji Stradivariusa. Mało razy się to zdarza w moim przypadku bo sporadycznie ostatnio kupuję tam cokolwiek. Jednak czasem się tak zdarza, że coś mnie tam zauroczy. Tak było w przypadku czarnej koszuli, którą możecie podziwiać tutaj i butów, którą w tym poście :)    

Jak na razie nie mam zdjęć, ale obiecuję nadrobić wszystkie zaległości dotyczące nie tylko zdjęć. Nazbierało się tego sporo, ale przez następny tydzień wydaje mi się, że będę miała na pewno więcej czasu niż dotychczas więc na pewno się tym zajmę :)

Więc jak na razie zadowolę Was zdjęciami ze stronki Stradivariusa i właściwie w ten sposób możecie zobaczyć jak koordynuję swoje zakupy. Najpierw przeglądam strony, żeby wiedzieć czego mnie więcej mam się spodziewać po wejściu do sklepu, a potem szukam tego co może mi się spodobać. Potem wybieram się do sklepu i wybieram już tylko wybrane ze strony rzeczy. Przez to zaoszczędzam trochę czasu i po przepatrzeniu uprzednio szafy wiem czego mniej więcej mam szukać :)

A teraz parę zdjęć  + moje nocne kamerkowe, a ja się zwijam na kolejny odcinek Przepisu na życie ;)

Cass.








PS. Wszystkie ubrania dostępne z najnowszej kolekcji Stradivariusa ;) 

9/18/2013

sometimes i just want to hibernate..

cześć. hej. 



:smark:
apsik.


jesiennie, nie? dlatego katar, apsik. pogoda jak pogoda, pochmurno i kropi deszcz. fajnie



w zasadzie całkowicie podpisuję się pod tym obrazkiem.
moje życie to książka, muzyka, tv i nfs. i seriale. rly. 
w kubku herbata nr 100 w dniu dzisiejszym. 
jestem głodna, ale co z tego jak przez ten katar nie czuję smaku jedzenia? lol.
nie, nie w tym rzecz. tak naprawdę nawet nie chce mi się iść do kuchni. soooo lazy day.

za dużo tv.

"-za kwartał?
-a co to jest kwartał?" - dlaczego ja.

SERIOUSLY?! 
nie chcę żyć na tym świecie. poważnie.
ludzie nigdy nie przestaną mnie zaskakiwać..swoją głupotą.
nienawidzę ich. no dobra, nie lubię. chciałabym być kotem i mieć wszystko w dupie.
tak jak mój rudy facet


miłego!

H.

9/17/2013

Bike day.


Hej!

Właściwie wszystko wydarzyło się jakiś czas temu, ale stosunkowo niedawno bo ostatniego dnia wakacji . Siedziałam sobie w domu i nagle Mateusz z Moniką wpadli na pomysł ( za co szczerze im dziękuje) wybrania się na rowery. Oczywiście na początku musieli mnie namawiać długo i prawie doszło do tego, że wyjechałam z domu tylko dlatego, żeby się przysłowiowo ode mnie odczepili. Potem jednak zmieniłam zdanie, bo perspektywa zrobienia zdjęć wzięła górę nad moim lenistwem. 

Oczywiście nie mogliśmy się zgodzić gdzie się wybierzemy, co zobaczymy itp. Ja z Mateuszem mieliśmy dodatkowy orzech do zgryzienia, bo szukaliśmy fajnych plenerów. W końcu doszliśmy do konsensusu i wsiedliśmy w pociąg w kierunku Warszawy. Wysiedliśmy na Dworcu wschodnim, a potem na rowerach przemieściliśmy się pod Stadion. Tam oczywiście nie obyło się od sesji zdjęciowej. Następnie przejechaliśmy nad wybrzeże od strony Pragi. No i potem na Gdański, Nowe Miasto, Stare Miasto, Krakowskie Przedmieście, Nowy Świat i nareszcie Centrum. Fajnie jest wiedzieć i zobaczyć jak to miasto zmienia się nocą. Nie mówię od razu że na lepsze, bo za dnia i po zmroku ma swoje wady i zalety. Jednak pomimo, że dużo osób narzeka ja nie zamieniłabym tego miasta na żadne inne. A na pewno nie chciałabym zmienić miejsca swojego zamieszkania. Zmiany też są dobre i czasem warto zmienić otoczenia nawet na trochę, ale i tak wracam tu z dużym a nawet ogromnym sentymentem.

Cass.














FACEBOOK        INSTAGRAM          TUMBLR        ASK.FM

9/13/2013

za to w kieszeniach ma magiczny pył! ~ muzycznie by H.

hej.



nie wiem co się ze mną dzieje, ale mam jakąś chorą potrzebę pisania tutaj. WTF?!

dzisiejszy wieczór zdecydowanie nie jest wieczorem moich marzeń, ale jest taki typowo jesienny, może powinnam się nim cieszyć, bo za wiele takich już nie będzie.
mniejsze. siedzę i słucham. pomyślałam, że może sobie skrobnę posta typowo muzycznego. :D



od jakiegoś czasu absolutnie królują domowe melodie. nie mogłam się jakoś do nich przekonać, ale to nie pierwszy zespół, który musiał sobie "zapracować" na moją sympatię. ;)  na okrągło mogę słuchać tego:




o dziwo, nie ma tu najbardziej pozytywnych, czyli "zbyszka", "grażki" i "buły" - dzisiaj mi nie pasują, zbyt pozytywne, zbyt radosne. mam ochotę na trochę melancholii, może wyciszenia.

"tak dali" w zasadzie znalazła się tutaj dość przypadkowo, jest zupełnie inna od reszty piosenek, tak myślę. specyficzna, dziwna.. lubię.
kiedyś wspominałam, że nie lubię damskich głosów, z małymi wyjątkami, jednak o tym trochę później.
przejdę do kolejnego dość melancholijnego zespołu, poznanego mniej więcej w styczniu tego roku, mowa o romantykach lekkich obyczajów.
moja trójka:



trochę ostatnio przeze mnie zapomniane, ale dalej kochane. mam do nich ogromny sentyment. bardzo klimatyczne kawałki. może teksty nie są jakieś nie wiadomo jak głębokie i powalające, ale miło się tego słucha. dla moich uszu bardzo, bardzo dobrze przyswajalne.
a tak z trochę mniej płaczliwych, a w zasadzie już wcale niepłaczliwych to na noc strachy, zdecydowanie:



no już nie tak rzewnie, ale wciąż w klimacie jesienych wieczorów, które nie potoczyły się tak, jakbym tego chciała. co do "moralnego salta" - multum wspomnień i kolejny sentyment. generalnie strachy i pidżama to bardzo w moim klimacie. byłam jakiś czas temu na koncercie strachów, ale nic specjalnego, spodziewałam się czegoś lepszego. myślę, że to wina organizatorów - ogromna sala gimnastyczna to nie jest dobre miejsce na koncert takiego zespołu ;p mniejsza.
wracając do tematu, czas na  piotra roguckiego. i nie, nie z comą. solo.
moja trójka:


wszystkie trzy są pamiątkami ubiegłej jesieni. co do roguca i comy, też ich nie znosiłam, byłam jakaś uprzedzona. piosenki wydawały mi się strasznie sztuczne i takie trochę na wyrost. w zasadzie do tej pory nie słucham jakoś nałogowo. 
i na zakończenie coś czego, zawsze słucham około północy właśnie w takie wieczory jak dzisiejszy:


nosowska. najpiękniejszy kobiecy głos. nie tylko toleruję, ale wręcz ubóstwiam. jest bezbłędna. 
do hey miałam taki sam stosunek jak do comy. 

człowiek się jednak zmienia. ;)

btw przy pisaniu tego posta jakoś minął mi mój beznadziejny nastrój. : D
magic!
to może jakiś optymistyczny akcencik...



oesu. woodstock. ja chcę znowu. 


H.

Sea photo diary.


Ehh.. ta pogoda. No niestety cały czas pada i pada. Z tego powodu nawet mi się nie chce nigdzie ruszyć i cokolwiek zrobić. Jedynym plusem tej całej sytuacji jest to, że udało mi się przysiąść i obrobić do końca zdjęcia a wakacji. Tak jak pisałam parę postów temu, że reszta zdjęć wkrótce.. tak o to TA DAM! Pojawiły się i ja poskromiłam swojego wewnętrznego lenia :p Haha nie.. to się chyba nigdy nie zdarzy. No ale na jakiś czas kryzys twórczy zażegnany. Dodam, że powstało niedawno bardzo bardzo dużo zdjęć m.in. prawie wszystkie są na bloga, ale z jakiś prywatnych wypraw, które również się tutaj pojawią w najbliższym czasie. A co do zdjęć to mam nadzieję, że S. mnie nie zabije za parę zdjęć z jej wizerunkiem. 

Cass.



































FACEBOOK        INSTAGRAM          TUMBLR        ASK.FM